sobota, 26 lipca 2014

Rozdział I -START


Rozdzial I - START
Szlam pustymi uliczkami Londynu. Powoli przechadzalam sie po drodze głównej, latarnie oswietlały mi droge. Była ok 2:30 nad ranem więc nie jeździły tu żadne samochody. Szłam powoli napawając się pięknem londynu, doszlam do dzielnicy tych najbogatszych, szłam oglądając piękne wille, aż doszłam do tej największej najpiękniej zdobionej, z największym basenem, z pięknym ogrodem. Skręciłam w jej strone, otworzyłam furtke wyjęłam klucz z tylniej kieszeni moich rurek otworzyłam drzwi zdjęłam buty zamknęłam drzwi i poszłam do ogromnego salonu, włączyłam telewizor leciał jakis program kulinarny.
Tak jestem najbogatsza w mieście jednak moi rodzice nie sa ze mna mieszkają we włoszech przyjerzdżaja do mnie co dwa trzy miesiące. chodzę do zwykłej szkoły jak normalna nastolatka ale moje zycie nie jest normalne...i chyba nie będzie..

Moge miec wszystko

Jestem najpopularniejsza w szkole kazdy chce sie ze mna przyjaźnić, każdy chłopak chce ze mną być. Mialam wielu chlopakow prawie z kazdym sie kochalam. Jednak nie zaszlam w ciąże. Niedawno skonczylam 18 lat, tak jestem mloda ale coz tak bywa.
Ah Amanda moja jedyna prawdziwa przyjaciółka znamy się od piaskownicy. Jestesmy jak siostry, zapomnialam wspomniec ze nie mam rodzenstwa. Wyłączylam plazme i poszlam do mojego pokoju, byl na prawde ogromny. Przebralam sie w pizame i poszlam spac. Rano obudzil mnie dźwięk głosu Bruno Marsa i jego piosenki The Lazy Song spojrzalam na wyswietlacz mojego bialego iphone5S.Widnialo tam zdjęcie amandy. Odebralam powoli a w sluchawce odazwala sie Am.
-Hej! Musisz do mnie teraz przyjsc mam nowinke- slowa wszystkie zaakcetowala czyli ze cos powaznego
- ale ze teraz? przeciez jest dobiero...- spojrzalam na zegarek wybijal on godzine 14:26
- czternasta dwadziescia szesc- znowu ten akcent ahh -będe u ciebie za 5 minut masz byc gotowa- no tak od Am do mnie jest 5 minut drogi piechotą ona tez jest bogata no ale nie tak bardzo jak ja.
Ubralam nowa bielizne koszule odslaniajaca mi prawie caly brzuch z napisem "i love you bitches", dzis chociaz to londyn bylo slonecznie i bardzo cieplo. Koszulka nie przylegala do moich piersi wrecz przeciwnie dzieki nim ukladala sie falami pod nimi, ubralam jeszcze krótkie jeansowe spodenki do ich tylniej kieszeni wlozylam mojego iphone i sluchawki do przedniej kieszeni wlozylam pieniadze zeszlam na dół.
Zniecierpiwiona Am, Bosko!
Zapomnialam ze ma klucze do mojego domu..

Faceplan

W koncu odezwala sie pierwsza
-Ugh dluzej sie nie dalo?-pokiwalam przeczaco glowa, czulam sie troche jak na przesluchaniu- no dobra usiadzmy i wszystko ci opowiem-wykonywalam poslusznie wszystkie jej polecenia- to tak.. pies siostry brata sasiada (xd) czy jakostam, nie wazne.

Nie ma to jak rozumowanie Amandy, lvl Hard

-Dowiedzialam sie-kontynuowala- ze obok ciebie wprowadza sie piątka chlopakow- usmiechnela sie szeroko- podobno bardzo przystojnych- jej usmiech sie powiekszyl-i... trzeba bedzie ich poderwac- teraz obie sie usmiechnelysmy, kocham podrywac chlopcow, ale i tak nigdy nie mialam stalego zwiazku. Kazdy mnie zdradzal. Idioci- robia dzis impreze i my jestesmy zaproszone
-Na ktora?
- osiemnastą i musimy sobie kupic nowe ciuchy na nia

*sklep* *Amanda's POV*

-A moze tą Lucy?- spytalm sie przyjaciolki pokazując jej kremową obcisłą sukienke
-Może być- nienawidze tych jej odpowiedzi typu "jak chcesz" "nikt cie w tlumie nie zauwazy" to znaczy ze jej sie nie podoba-albo wiesz ta jest ladna wez ja- odpowiedziala mi. Wzielam kremowa sukienke i zaplacilam podana przez kasierke cene.

-Teraz...-zaczela- idziemy po rzeczy dla mnie!-krzyknela radosnie

*LUCY'S POV*
Bieglam przed siebie jak szalona, kocham wybierac ciuchy, a zwlaszcza na imprezy. Nagle wpadlam na kogos, ja upadlam na tylek a osoba z ktora sie zderzylam troszke stracila rownowage. Po chwili przed moimi oczami pojawila sie reka niepewnie chwycilam ja i wstalam. Popatrzylam no osobe z ktora sie zderzylam byl to..




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz